Nasza siła tkwi w drużynie
- Jak oceniasz kończący się rok - rozpoczęliśmy rozmowę z 27-letnią Anną Rybicką, najstarszą i najlepiej wykształconą florecistką Sietom AZS AWFiS Gdańsk.
- Był dla mnie bardzo udany. Z koleżankami z reprezentacji Polski zdobyłam Drużynowy Puchar Świata, w którym wyprzedziłyśmy, między innymi, złote medalistki olimpijskie Włoszki. Po siedmioletniej przerwie na mistrzostwach Europy w Kopenhadze ponownie udało mi się stanąć na podium turnieju indywidualnego. Wcześniej swój pierwszy brązowy medal na tej imprezie zdobyłam w Gdańsku. Udało mi się też wygrać jeden z turniejów Pucharu Polski, a w mistrzostwach kraju przegrałam tylko z Sylwią Gruchałą.
- Wiem, że marzyłaś też o wyjeździe na igrzyska do Aten, ale tego celu osiągnąć ci się nie udało?
- Po mistrzostwach Europy poddałam się zabiegowi kostki. Od wielu lat jestem stałą pacjentką doktora Witolda Zarzyckiego, dzięki któremu w ogóle jeszcze funkcjonuję w sporcie. Nie chcę jednak wszystkiego zwalać na kłopoty zdrowotne, do których już przywykłam. Prawda jest też taka, że od kilku lat nie osiągałam sukcesów w zawodach Pucharu Świata, więc od początku eliminacji moje szanse na kwalifikacje do Aten nie były duże. Musiałabym przecież przynajmniej w kilku turniejach zajmować miejsca w czołówce.
- Wiem, że podczas sportowej kariery, przeplatanej licznymi kontuzjami, skończyłaś kilka fakultetów.
- Kilka to lekka przesada. Skończyłam Szkołę Główną Handlową w Warszawie oraz podyplomowe finanse Unii Europejskiej w gdyńskiej WSAiB. Obecnie studiuję zarządzanie projektami unijnymi na Politechnice Gdańskiej.
- Dlaczego jak większość swoich koleżanek nie studiowałaś w oliwskiej AWFiS?
- Interesowałam się również naukami medycznymi. Gdyby na gdańskiej AWF były takie kierunki jak rehabilitacja lub fizjoterapia, pewnie podjęłabym tam studia. W roli trenerki lub nauczycielki raczej się nie widziałam, choć tak na wszelki wypadek skończyłam również kurs instruktorski w szermierce.
- Wiem, że próbowałaś swoich sił również w dziennikarstwie?
- I nadal próbuję. Piszę artykuły i wysyłam je do różnych gazet oraz pism. Czasami uda mi się nawet coś wydrukować, czasami ktoś mnie pochwali, ale widoki na stałą pracą w tym zawodzie mam raczej słabe. Jednak nie poddaję się i nadal próbuję bo tego nauczył mnie sport.
- Gdyby ktoś nagle zaproponował ci atrakcyjną pracę w jednej z profesji, o której marzysz i w której zdobyłaś wykształcenie, pod warunkiem że musiałabyś zakończyć czynną sportową karierę?
- Jestem coraz starsza i powoli przyzwyczajam się do myśli, że będę musiała stanąć przed takim dylematem. Wszystko jednak zależałoby od atrakcyjności tej propozycji. Na początku chciałabym kontynuować pracę z uprawianiem sportu. Myślę, że mam w nim jeszcze coś do wygrania.
- Co robisz kiedy nie studiujesz i nie trenujesz?
- Bardzo lubię jeździć na rowerze górskim, a latem wypoczywać nad wodą, pływać wpław i na żaglówce.
- A co z twoim życiem prywatnym?
- Po sześciu latach rozstałam się ze swoim chłopakiem Darkiem, który wyjechał do USA i podjął tam pracę w zawodzie trenera szermierki. Pochodzę z licznej rodziny i o założeniu takiej własnej też marzę. Kochający mąż i dwójka lub nawet trójka dzieci w domu, to byłoby to, co spełniłoby moje oczekiwania w tej sprawie.
- Za osiem lat zaczniesz otrzymywać od państwa świadczenie za srebrny medal olimpijski z Sydney. Jesteś więc doskonałą partią.
- To prawda. Ale chyba nie wypada mi tego komentować.
- No to wróćmy jeszcze na chwilę do szermierki. Trzeba mieć ogromną siłę woli, żeby po tylu kontuzjach wrócić do sportu i zdobyć medal w turnieju indywidualnym mistrzostw Europy?
- Dawno już przestałabym bawić się w sport, gdyby nie mój trener klubowy Longin Szmit. Im dłużej go znam, tym bardziej cenię. On jeden zawsze we mnie wierzył, pocieszał i podtrzymywał na duchu w najtrudniejszych chwilach. Nie znam nikogo, kto z takim zaangażowaniem podchodzi do pracy ze wszystkimi swoimi zawodnikami.
- Numerem jeden w klubie jest Sylwia Gruchała. Czy nie ma na tym tle konfliktów?
- Naprawdę do tego nie dochodzi. W sporcie nie ma nic za darmo, a Sylwia na swoje sukcesy bardzo ciężko zapracowała. Ja to wiem i wiedzą to pozostałe zawodniczki z kadry narodowej. Gdyby nie było turniejów drużynowych, może któraś z nas zaczęłaby Sylwii zazdrościć. Walczymy jednak razem w drużynie i to nas jednoczy. Znamy się dobrze i wiemy, że każdej z nas zdarzają się słabsze chwile. Wówczas pozostałe starają się nadrobić starty. Dzięki temu darzymy się szacunkiem i zaufaniem.
- A jak wyglądają święta w domu państwa Rybickich?
- Mama jest mistrzynią kuchni i przygotowuje tradycyjne wigilijne potrawy tj. barszcz z uszkami i kapustę z grzybami. Nie może też zabraknąć domowej roboty sałatki. Tata jest wielkim miłośnikiem ryb, więc pojawiają się na stole pod różnymi postaciami. Do niedawna jeszcze brat przebierał się za Mikołaja i próbował nabierać najmłodszą siostrę, która ma już 15 lat i próbuje grać w siatkówkę.
- W Nowym Roku życzę dużo zdrowia i jeszcze większych sukcesów, także w sprawach sercowych.
9264 |4165 |9567 |5014 |726 |13333 |3180 |15498 |15138 |9009 |